„Na skróty” czyli leśna przygoda w Wielkopolsce!

Ostatni weekend spędzony ponownie biegowo. Jednak tym razem zupełnie inaczej.
Czyli Maraton na orientację Szaga 2014.

W poniedziałkowy wieczór kiedy ledwo zdążyłem wrócić do pracy po świetnym weekendzie w Kretowinach. Niespodziewanie pojawiła się propozycja kolejnego biegowego weekendu. Napisała do mnie Marta, którą miałem okazję poznać na Maratonie w Beskidach
z pytaniem „ Czy biegłeś kiedyś na orientację?” i w tym momencie już wiedziałem,
że nie będzie mnie trzeba długo namawiać i moja odpowiedz mogła być tylko jedna
„Jeszcze nie, ale można spróbować”.
Oczywiście na debiut wybraliśmy trasę liczącą 50km, bo jak nie My to kto?!
Teraz tylko się zapisać, szybko poczytać z czym to się je i przeżyć kolejny tydzień w pracy.

W piątek po pracy od razu wyruszyłem w kierunku Poznania, po ostatnich wypadach
w okolicy i dość długim okresie bez podróży pociągiem/autobusem, podróż strasznie się dłużyła. Udało mi się w końcu skończyć czytać „Bode Miller Autobiografia wariata” spodziewałem się czegoś lepszego, niż tylko pisania o tym jak go krytykowali za technikę
a on i tak wygrywał no nic… W końcu jakoś dotarłem.
Wieczorne próby z kompasem, przy YT i poradniku harcerskim nie napawały nas optymizmem.No ale nic jak się bawić to się bawić jakoś damy radę, a jak nie to też nic się nie stanie!

Rano z delikatną obsuwą ruszamy w kierunku Sierakowa szybko odbieramy pakiety startowe, przebieramy się i idziemy odebrać mapy. I w tym momencie zaczyna się cała przygoda! Pierwsza myśl „Cholera gdzie my jesteśmy i gdzie mamy teraz iść?!”.
No nic, pozostaje nam ruszyć w dobrym wg nas kierunku, podążając za innymi i delikatnie zerkając czy też wybrali trasę 50 kilometrową. Już po drodze do pierwszego punktu ogarnia nas lekkie zdenerwowanie. Widząc, że nie tylko my trochę błądzimy postanawiamy się z kimś zgadać. Oczywiście robi to Marta, bo gdzie mi tam się pchać…. I tak poznaliśmy Artura, Pawłai Wojtka sympatycznych gości z którymi jednak do 1 pkt nie dotarliśmy, postanawiając delikatnie zawrócić. Jednak po chwili się znowu spotkaliśmy i w dalszą drogę wyruszyliśmy razem.

2014-07-12 10.53.28

Na następny pkt dotarliśmy stosunkowo szybko i bezproblemowo. Kolejna narada,
szybki rzut oka na mapę i lecimy dalej, tym razem czeka nas przeprawa przez Wartę.
Żeby nie zawracać zdecydowaliśmy lecieć na szagę przez lasy, zrobiło się trochę gęsto,
ale nie tracą czasu i uśmiechu na ustach przebrnęliśmy. Dalej skróciliśmy sobie drogę przez pole kukurydzy, ciekawie mogłoby to wyglądać w nocy. I szybkim krokiem dotarliśmy
na prom. Chwila oddechu i lecimy dalej. Docieramy do punktu 3.
Ja powoli ogarniam mapę i dochodzie do wniosku, że to co wcześniej wydawało mi się poziomicą jest przecinką przez las.. no kto by pomyślał.
Na 4 punkcie napełniamy wodę, coś tam jemy, orientujemy się, że jesteśmy jakoś w 30
i możemy spokojnie biec dalej. Nawigacyjnie jest jeszcze znośnie, ale patrząc po mapie widzę, że odcinek między pkt 5 a 6 to jest jakiś kosmos. Całe szczęście, że nie jesteśmy sami. Niesamowite widoki, miejsca w których nigdy pewnie bym nie biegał są całą magią tego biegu. Piąty punkt umiejscowiony jest na górce, z niej widzimy piękną przecinkę.
Na mapie też wygląda to nieźle. Więc podbijamy karty i dalej przed siebie.
Zaczyna się najtrudniejszy nawigacyjnie odcinek a i pojawia się delikatne zmęczenie.

Artur i Paweł zostali trochę z tyłu obierając inną drogę. My lecimy w trójkę.
Wojtek opowiada nam historię z innych biegów na orientacje i przy okazji uczy nas
obsługi mapy i kompasu rychło w czas;). Można by rzec że już sami wiemy gdzie jesteśmy. Liczymy przecinki, obieramy pkt charakterystyczne na mapie do których mamy dobiec i tak docieramy do 6 punktu. Znowu woda, chwila odpoczynku, szybkie zdjęcie i informacja o tym, że nie ma punktu 8 bo zepsuł się prom i z pkt 7 biegniemy od razu do 9.
No nic dalej w drogę, jeszcze jeden pkt i prawie w domu.

2014-07-12 11.11.482014-07-12 14.36.22

Siódmy pkt odnajdujemy bez problemowo i już prostą drogą, bez większych problemów nawigacyjnych wracamy do Sierakowa. Droga się trochę dłuży, bo zrobiło się jakby to powiedzieć trochę nudno. Trzeba tylko biec. A nie ukrywam nóżki nam podawały. Co prawda Wojtek przebąkiwał coś o jakiejś kontuzji, ale skoro tak biega z kontuzją to nie wiem co by było jakby był w pełni sił… chyba byśmy błądzili dalej we dwójkę przy 3 punkcie. Wbiegamy do Sierakowa, jeszcze jakieś 3 km do ostatniego punktu i będziemy na mecie. Ostatni punkt był delikatnie schowany nad brzegiem jeziora i ledwo udało nam się go zauważyć. Teraz już tylko wzdłuż torów do mety. Nóżka, za nóżką już tylko kilkaset metrów i jesteśmy;)! 7 h 41min i jakieś 55 kilometrów w nogach.
Jak na debiut bardzo fajnie.
Niesamowita trasa, świetni ludzie a na mecie ogromna satysfakcja z ukończenia!
Marta pozwolę sobie powiedzieć, że dołączyła do grona Ultrasek;) Gratuluję!

Brak zbędnych medali, gratulacji tylko czysta satysfakcja z ukończenia!
Czysta esencja biegania do tego w tak pięknym otoczeniu przyrody! Cola, prysznic i można wracać do Poznania. W drodze powrotnej wychodzi delikatne zmęczenie.
Nie pozostaje mi nic innego jak poszukać jakiegoś biegu na orientację w okolicach.

Polecam tą zabawę każdemu, jest to świetny sposób na spędzenie dnia.
Trochę biegania, trochę nawigowania, piękne okoliczności przyrody pozwolą naładować się przed następnym tygodniem pracy!;)

A dzisiaj Bartoszyce i czas na kajaki;)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bieganie, Podróże małe i duże. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s